20 lipca

20 lipca

Miedzioryt przedstawiający bł. Czesława, patrona Wrocławia

Dwudziestego lipca obchodzimy wspomnienie wyjątkowej osoby, która zasłynęła zesłaniem na mongolskich najeźdźców ognistych kul spadających z niebios.

A może były to gwiezdne okruchy, które goszczą w naszej złotniczej kuźni?

Czesław Odrowąż. Urodzony około 1175 r. w Kamieniu Śląskim. Studiował w Krakowie i we Włoszech. Piastował funkcję kanonika krakowskiego i kustosza kolegiaty sandomierskiej. Wraz z biskupem Iwo i św. Jackiem Odrowążem udał się w 1218 r. do Rzymu gdzie spotkał św. Dominika, który swą charyzmą i cudami wywarł tak silny wpływ na duchownego że ten wstąpił do zakonu Dominikanów. W 1226 r., już we Wrocławiu stał się inicjatorem budowy klasztor przy kościele św. Wojciecha zostając przy tym jego pierwszym przeorem. W latach 1233–36 pełnił funkcję prowincjała Prowincji Polskiej Dominikanów. Od 1236 r. przebywał już stale we Wrocławiu, gdzie, w 1241 r. odegrał istotną rolę obrony miasta podczas mongolskiego najazdu. Tak, Jan Długosz w „Rocznikach Królestwa Polskiego” tak opisał to wydarzenie:

„Tatarzy zaś, zastawszy miasto spalone i ogołocone zarówno z ludzi, jak z jakiegokolwiek majątku, oblegają zamek wrocławski. Lecz gdy przez kilka dni przeciągali oblężenie, nie usiłując zdobyć [zamku], brat Czesław z zakonu kaznodziejskiego, z pochodzenia Polak, pierwszy przeor klasztoru św. Wojciecha we Wrocławiu /…/, modlitwą ze łzami wzniesioną do Boga odparł oblężenie. Kiedy bowiem trwał w modlitwie, ognisty słup zstąpił z nieba nad jego głowę i oświetlił niewypowiedzianie oślepiającym blaskiem całą okolice i teren miasta Wrocławia. Pod wpływem tego niezwykłego zjawiska serca Tatarów ogarnął strach i osłupienie do tego stopnia, że zaniechawszy oblężenia uciekli raczej niż odeszli.”

Nie był to jedyny cud Wrocławskiego patrona, przywrócił on do życia dziecko, podobno potrafił też przekraczać Odrę stąpając po płaszczu rozłożonym na wzburzonym nurcie. Zmarł 15 lipca 1242 r. we Wrocławiu, pochowany został w kościele św. Dominika, z czasem jego kult został sformalizowany a dniem jego wspomnienia stał się 20 lipca.

Źródła i dodatkowe informacje:

https://www.zajezdnia.org/uploads/media/default/0001/08/f14399b7cc11a056d96e764657d4366ee0c07a1a.pdf

https://wroclaw.dominikanie.pl/klasztor/bl-czeslaw/

https://pl.wikipedia.org/wiki/Czes%C5%82aw_Odrow%C4%85%C5%BC

https://brewiarz.pl/czytelnia/swieci/07-20a.php3

W latach 1711-18 wzniesiono wysokiej klasy artystycznej kaplicę poświęconą Czesławowi, budowniczym został Benedykt Miller. Bogatą dekorację rzeźbiarską wykonali Jerzy Leonard Weber i Józef Mangoldt, obrazy namalował Jan Franciszek de Becker, freski wykonał Jakub Eybelwiser. Kaplica w przeciwieństwie kościoła do którego przylega ocalała nienaruszona oblężenie Festung Breslau, stało się to ważnym symbolem dla wygnańców ze wschodu przybywających do Wrocławia. Od 1963 r. Błogosławiony Czesław stał się patronem miasta. Co roku, 20 lipca odbywają się spotkania i oprowadzanie po kaplicy, podczas których usłyszeć można o bogatej, trzystuletniej symbolice ukazującej żywot błogosławionego i posłannictwo zakonu Dominikanów.

Cud czy deszcz meteorytów, a może jedno i drugie?

Nieziemskie zjawiska naturalne od zawsze wywoływały niepokój i fascynację wśród ludzi. Dopatrywano się w nich Bożych znaków. Pojawienie się komety miało symbolizować nieszczęście, deszcze meteorytów interpretowano jako ogniste łzy aniołów płaczących nad grzechami ludzkimi. Pojawienie się niespotykanych wydarzeń zwykle oznaczało nadchodzące nieszczęście bądź kataklizm. Gdy zaś pojawiały się one w trudnych czasach wiązano je z Boską ingerencję w celu ochrony…

          W „oświeconych czasach” przyszedł moment na zatracenie tradycji i duchowego postrzegania tego co niezwykłe. Rozwój nauki przyniósł nam wyjaśnienie ognistych deszczy, komet, kawałków skał spadających z niebios. Dziś, zapatrzeni w naukowe pojmowanie świata, często nie odczytujemy symboli, staramy się je wtłoczyć w ramy poznania i zrozumienia. Nadal są fascynujące, ale stały się naukowo wyjaśnione. Czy słusznie? A może niezwykłe zjawiska mają swoje miejsce nieprzypadkowo? Bo jaka jest szansa że deszcz meteorytów spadł akurat podczas oblężenia miasta, gdy morale najeźdźców zmęczonych oczekiwaniem na poddanie się grodu były napięte jak struna?

Rok temu, 24 maja nad dzielnicą Csepel, znajdującą się w południowej części Budapesztu, stolicy Węgier mieszkańcy stali się świadkami niezwykłego widowiska. Nocne niebo rozbłysło niezwykłym światłem i dało się słyszeć grom niepodobny do żadnego. Dziś wiemy że to fragment gwiezdnej materii, który uderzył w dolne warstwy atmosfery wywołał tyle zamieszania (meteorytu do dziś 'jeszcze’ nie znaleziono). Czy był to przypadek czy może znak nadchodzących zmian?